Saturday, September 14, 2024

PKS DO ZAKOPANEGO

 Jak znalazłam się w górach ? 

Do dziś pamiętam jak idziemy poboczem pare kilometrów, z dwoma górskimi plecakami, a nogi mamy całe zielone od trawy. Te dwa plecaki to był cały Nasz Dom. 

Przyjechałyśmy tu PKS em z Łodzi, która wyrwała nas bezlitośnie z butów. 

Mama prowadziła w Łodzi aptekę, ja byłam w klasie maturalnej, miałyśmy własnościowe 3 pokojowe mieszkanie, ja zajarana fotografią szykująca się do egzaminów w szkole filmowej . Iluzoryczna pewność jutra.  I przyszedł ten dzień, właściciele kamienicy, w której wynajmowana była apteka zmienili się na „ludzi z miasta”,  kazali się wynieść w ciągu tygodnia z apteki, umowy przestały obowiązywać w momencie kiedy stwierdzili, że znajdą mnie i urwa mi głowę jeśli będziemy podskakiwać, a do matki zwracali się bezosobowo, „na zobacz na to jak się to zachowuje, panikuje. „ Nasze mieszkanie trzeba było sprzedać w tempie ekspresowym bo ludzie z miasta cisnęli na oddanie czynszu, a zatowarowanie trzeba było opłacić. 

Tak w ciągu 2 tygodni zostałyśmy z niczym. Tu mama dostała udaru, przestała wiedzieć na oczy. Przyjął nas mój ojciec do swojego mieszkania, z którego parę miesięcy później też zostaliśmy wyrzuceni za nieopłacone rachunki bo nie było z czego płacić . Ja w klasie maturalnej robiłam sesję fotograficzne dla firm rajstopowych, które do dziś są na rynku , żeby mieć dosłownie na chleb bo często był i z tym problem, że nie było co zjeść , a zimą spaliśmy w kurtach bo nie było ogrzewania . W mieszkaniu ojca nie dość, że zmienili zamki to okradli nas ze wszystkiego co mieliśmy . Mama przeglądając gazetę powiedziała : słuchaj tutaj jest praca dla farmaceuty z mieszkaniem w górach, to nasza jedyna szansa. zadzwoniła i pojechałyśmy z dwoma plecakami, które były całym naszym domem.  

Boże jaka to była ulga ten nasz kawałek podłogi , z kibla widok na Babią, własny kąt. Stąd już pojechałam na egzamin do szkoły filmowej gdzie zemdlałam z tych wszystkich emocji na egzaminach i tyle mnie tam widzieli. Dostałam się do Praskiej Szkoły Filmowej ale ponieważ sytuacja była beznadziejna finansowo to nie pojechałam tam. 

Po jakimś czasie właściciel mieszkania przynależącego do apteki stwierdził, że jego córka chce tam wrócić, i zrobiliśmy przeprowadzkę z dnia na dzień do mieszkania gminnego (z materacem na dachu, który spadał po drodze do rowów) ,w naszym nowym miejscu  nie było nic oprócz dwupalnikowej kuchenki elektrycznej  i zdezelowanej lodówki , znów miałyśmy dwa plecaki jeden materac i koc, a mieszkanie było tak straszne, bez podłóg, sypiące się ściany, że usiadłyśmy na podłodze i płakałyśmy całą noc  ale nie było już dokąd wracać, trzeba było tu zostać, powoli rok po roku przywoziłam z Łodzi PKS-em meble za grosze z wyprzedaży i jakoś się robiło powoli domowo, coś było przynajmniej oprócz gołego materaca . 

Jak przyjeżdżasz obcy w góry i na dodatek z miasta i jeszcze z niewiadomo jaką historią nie zostaniesz szybko przyjęty, muszą Cię tam obejrzeć, poobserwować, i albo zostaniesz w jakimś stopniu przyjęty albo w ogóle.  Do dziś mimo, że minęło 18 lat trudno mi się przebić przez hermetyczność Podhala ale mam tam paru cudownych przyjaciół, z którymi przeszłam piękne duchowe ścieżki, takich prawdziwych od serca, z którymi o każdej porze możemy na siebie liczyć. Góry dały mi niesamowity dystans do życia, do spraw błahych, do miejskiego blichtru i bufonady, która nie wiele mnie obchodzi i w duchu śmieszy. Moja mama z kolei nie wyobraża sobie życia gdzie indziej niż tam, mam wrażenie, że góralskość w nią wrosła, mało kto chce wierzyć,  że nie jest góralką.  Góry mnie zmieniły, góry mnie utwardziły. Jeżdżę tam gdy gubię swoją wolność i oddalam się od siebie , wracam stamtąd z poukładanym sercem i głową i swoją wolnością . Gdyby nie one nie było by mojej wspaniałej córki, duchowej ścieżki na którą wstąpiłam, pięknych ludzi których poznałam.

Jeśli nie wyrwałoby nas wtedy z butów nie byłabym człowiekiem  o tej samej sile, jestem dumna z siebie jaka ścieżkę przeszłam, i jaką siłę mogę przekazywać swojej córce. 

No comments:

Post a Comment